To badanie pomaga ocenić, czy mięśnie tułowia i grzbietu potrafią utrzymać postawę bez szybkiej kompensacji. Test Matthiasa należy do prostych prób posturalnych, które pokazują nie tylko wydolność mięśni posturalnych, ale też to, jak ciało reaguje na zmęczenie, przeciążenie i brak stabilizacji. Dla osób trenujących tenis ma to znaczenie praktyczne, bo słaby tułów szybciej odbija się na technice, ekonomii ruchu i regeneracji po wysiłku.
Najważniejsze informacje o tym teście posturalnym
- Ocena dotyczy przede wszystkim wydolności mięśni posturalnych, a nie samej siły.
- Najczęściej badany stoi i utrzymuje uniesione, wyprostowane kończyny górne przez około 30 sekund.
- Nieprawidłowy wynik zwykle oznacza szybszą kompensację w obrębie tułowia, miednicy lub krzywizn kręgosłupa.
- To test przesiewowy, więc nie zastępuje pełnego badania ortopedycznego ani fizjoterapeutycznego.
- U sportowców, zwłaszcza w dyscyplinach rotacyjnych, pomaga ocenić, czy stabilizacja tułowia nadąża za obciążeniem treningowym.
Co mierzy ta próba i kiedy ma sens
W praktyce patrzę na nią jak na szybki test wytrzymałości posturalnej. Chodzi o sprawdzenie, czy ciało potrafi utrzymać pionową postawę, gdy ręce są uniesione, a środek ciężkości zaczyna się nieco przemieszczać. Najbardziej interesuje mnie wtedy praca mięśni brzucha, grzbietu i obręczy barkowej, bo to one najczęściej przejmują kontrolę nad kompensacją.
To badanie ma sens szczególnie wtedy, gdy ktoś skarży się na szybkie męczenie pleców, zapadanie się sylwetki po treningu, przeciążenie odcinka lędźwiowego albo trudność z utrzymaniem poprawnej pozycji przy dłuższym staniu. Występuje też u dzieci i młodzieży jako element oceny postawy ciała, ale ja nie ograniczałbym go wyłącznie do wieku rozwojowego. U dorosłych również potrafi dać użyteczną informację, zwłaszcza gdy trening, siedzący tryb życia i brak regeneracji zaczynają się nakładać.
Najważniejsza rzecz: to nie jest test „na skoliozę” ani prosty werdykt o zdrowiu kręgosłupa. To raczej wskaźnik, czy układ mięśniowy utrzymuje postawę wystarczająco długo i bez wyraźnej ucieczki w kompensację. Żeby zobaczyć, jak wygląda to w praktyce, trzeba przyjrzeć się samemu przebiegowi badania.

Jak przebiega badanie krok po kroku
Klasyczna wersja jest prosta, ale właśnie dlatego łatwo ją zlekceważyć. Badany staje swobodnie, po czym unosi wyprostowane kończyny górne i utrzymuje pozycję przez około 30 sekund. W tym czasie obserwuje się, czy tułów pozostaje stabilny, czy pojawia się wyraźne odchylenie do tyłu, pogłębienie kifozy piersiowej, zwiększenie lordozy lędźwiowej albo przemieszczenie miednicy.
- Ustawienie wyjściowe w pozycji stojącej, najlepiej z naturalnym, swobodnym oddechem.
- Uniesienie ramion przed siebie zgodnie z protokołem badania, najczęściej do poziomu barków.
- Utrzymanie pozycji przez około 30 sekund bez „uciekania” tułowia i bez unoszenia barków.
- Obserwacja zmian w ustawieniu kręgosłupa, miednicy, klatki piersiowej i łopatek.
- W razie potrzeby zapis objawów dodatkowych, takich jak ból, drżenie mięśni czy szybkie zmęczenie.
W niektórych protokołach badanie bywa wydłużane lub obiektywizowane. W literaturze spotyka się wersje z dodatkowym obciążeniem równym 5% masy ciała oraz pomiarami wykonywanymi za pomocą rasterstereografii, czyli bezinwazyjnej analizy kształtu pleców w 3D. Zdarzają się też testy wydłużone do 120 sekund, ale to już raczej narzędzie przesiewowe i badawcze niż codzienna praktyka gabinetowa.
Ta część jest ważna, bo wynik zależy nie tylko od mięśni, ale też od samego protokołu. Dopiero na tym tle ma sens uczciwe odczytanie tego, co test naprawdę pokazuje.
Jak czytać wynik bez nadinterpretacji
Ja zawsze odradzam czytanie tego testu w trybie „dobrze albo źle”. Lepiej patrzeć na konkretny obraz ruchu i na to, jak szybko pojawia się kompensacja. Poniżej zestawiam najbardziej typowe sytuacje, które w praktyce gabinetowej mają znaczenie.
| Obserwacja w teście | Co zwykle sugeruje | Na co uważać |
|---|---|---|
| Tułów utrzymuje się stabilnie, bez wyraźnego odchylenia | Wydolność mięśni posturalnych jest zazwyczaj dobra | To nadal tylko jeden fragment oceny, więc warto spojrzeć także na symetrię i objawy po wysiłku |
| Szybko pogłębia się kifoza piersiowa lub lordoza lędźwiowa | Mięśnie stabilizujące męczą się szybciej, a ciało wchodzi w kompensację | Sam obraz nie mówi jeszcze, czy winna jest słaba siła, zmęczenie, ograniczenie ruchu czy nawyk posturalny |
| Miednica przesuwa się do przodu, a sylwetka „łamie się” w tułowiu | Kontrola posturalna jest słabsza, a utrzymanie osi ciała staje się trudne | To sygnał do dalszego badania, nie do samodzielnego stawiania diagnozy |
| Pojawia się ból, drżenie lub wyraźna asymetria | Może chodzić o przeciążenie, ograniczenie ruchomości albo problem strukturalny | W takim przypadku test sam w sobie nie wystarcza |
Warto też pamiętać o jednej pułapce: zdrowa osoba nie musi wyglądać „idealnie” w każdej sekundzie badania. Już samo uniesienie rąk zmienia biomechanikę tułowia, więc lekka reakcja kompensacyjna nie jest jeszcze patologią. Problem zaczyna się wtedy, gdy reakcja jest szybka, duża i powtarzalna.
Ta różnica ma duże znaczenie w sporcie, bo w tenisie ciało rzadko pracuje w warunkach laboratoryjnej idealności. I właśnie dlatego kolejna sekcja jest dla graczy szczególnie użyteczna.
Dlaczego ten test przydaje się tenisistom i osobom aktywnym
W tenisie tułów nie jest tłem dla ruchu, tylko jego centrum. Każde zagranie wymaga kontroli rotacji, przeniesienia siły z nóg przez biodra do barków i utrzymania stabilnej osi podczas hamowania. Jeśli mięśnie posturalne szybko się męczą, technika zaczyna się „rozsypywać” wcześniej, niż zawodnik się tego spodziewa.
Ja patrzę na to szczególnie u osób, które dużo serwują, pracują nad mocnym forehandem albo wracają po okresie mniejszej aktywności. Słabsza wytrzymałość tułowia może wtedy dawać bardzo praktyczne objawy: wcześniejsze przeciążenie odcinka lędźwiowego, sztywność między łopatkami, napięcie szyi po treningu albo trudność z utrzymaniem jakości ruchu w końcowej fazie meczu. To nie musi od razu oznaczać urazu, ale często pokazuje, że układ stabilizacyjny nie nadąża za obciążeniem.
W kontekście regeneracji taki wynik bywa też przydatny jako sygnał, że problemem nie jest wyłącznie mobilność czy rozciąganie. Czasem zawodnik potrzebuje mniej „rozbijania pleców”, a bardziej sensownego zarządzania obciążeniem, wzmocnienia wytrzymałości mięśni głębokich i poprawy kontroli ustawienia miednicy oraz klatki piersiowej. Bez tego regeneracja pozostaje tylko połowiczna.
To prowadzi do pytania, kiedy taka próba naprawdę pomaga, a kiedy może wprowadzać w błąd. I tu właśnie trzeba być najbardziej ostrożnym.
Kiedy wynik może mylić i czego ta próba nie pokaże
Największy błąd, jaki widzę, to traktowanie wyniku jako samowystarczalnej diagnozy. Ten test nie rozstrzyga, czy problem wynika z wady wrodzonej, przeciążenia, bólu, sztywności tkanek, słabej kontroli ruchu czy po prostu ze zmęczenia po ciężkim treningu. Pokazuje jedynie, jak ciało zachowuje się w konkretnej, ograniczonej sytuacji.
Na wynik mogą wpływać bardzo różne czynniki:
- aktualne zmęczenie po treningu lub meczu,
- bóle przeciążeniowe pleców lub barków,
- ograniczona ruchomość odcinka piersiowego albo bioder,
- różnice antropometryczne, czyli budowa ciała i proporcje kończyn,
- napięcie, stres i obawa przed bólem,
- technika wykonania samego badania oraz doświadczenie osoby oceniającej.
Właśnie dlatego najlepiej wypada wtedy, gdy jest elementem szerszej oceny. Jeśli ktoś ma ból promieniujący, drętwienie, wyraźną asymetrię, świeży uraz albo zauważalną deformację, to nie czekałbym na „lepszy dzień”, tylko skierowałbym taką osobę na pełniejsze badanie. Sam test nie zastąpi badania ortopedycznego, fizjoterapeutycznego ani obrazowania, gdy są ku temu wskazania.
Ta ostrożność nie osłabia wartości próby. Przeciwnie, sprawia, że można z niej wyciągnąć praktyczny wniosek, zamiast przykleić do niej zbyt mocną etykietę. A skoro już wiadomo, czego ten test nie pokazuje, pozostaje najważniejsze pytanie: co zrobić, gdy wynik wypada słabiej.
Co zrobić, gdy postawa wypada słabiej
Słabszy wynik traktuję przede wszystkim jako informację o potrzebie uporządkowania pracy nad stabilizacją, a nie jako wyrok. W praktyce najlepiej działa plan, który łączy ocenę specjalisty, rozsądne zmniejszenie przeciążenia i ćwiczenia budujące wytrzymałość tułowia. Samo „odpuszczenie treningu” zwykle nie rozwiązuje problemu na stałe.
- Skontroluj wynik z fizjoterapeutą lub lekarzem, jeśli pojawia się ból, asymetria albo nawracające przeciążenie.
- Wprowadź trening wytrzymałości stabilizacyjnej 2-3 razy w tygodniu, zamiast sporadycznych, bardzo ciężkich sesji.
- Postaw na ćwiczenia, które uczą utrzymywania osi ciała: dead bug, bird dog, side plank, pallof press czy kontrolowane wiosłowanie.
- Dorzucaj mobilność odcinka piersiowego, bioder i obręczy barkowej, bo bez niej sama stabilizacja pracuje pod większym napięciem.
- Po mocnych jednostkach treningowych dawaj 24-48 godzin na lżejszą pracę, jeśli ciało wyraźnie traci jakość postawy.
- Powtórz ocenę po 4-6 tygodniach, żeby sprawdzić, czy wynik faktycznie się poprawia, a nie tylko „wydaje się lepszy”.
